poniedziałek, 6 stycznia 2014

3. New home

Vince
Podjechałem pod sam dom Justina i wyłączyłem silnik. Spojrzałem na Sophie. Była taka bezbronna,sama. Prawdopodobnie na zawsze będe miał wyrzuty sumienia,że przeze mnie moja dziewczyna straciła rodzinę, oraz dom,do którego już nie wróci. Nie dopuszczę do tego.
 Wiedziałem,że przyjdzie ten dzień,w którym zapłacę za te wszystkie długi,ale nie życiem praktycznie obcych mi ludzi.
Westchnąłem, odgarniając swoje włosy z czoła.
Wybrałem znany mi numer i przyłożyłem słuchawkę do ucha.
-Halo?
-Justin, zaczęło się. -odparłem,miejąc stu procentową pewność,że wie o co mi chodzi.
-Gdzie jesteś?
-Pod twoim domem. -rozłączyłem się, uśmiechając pod nosem.
Wykorzystałem moment, w którym Soph mnie nie słyszy i  bardzo cicho wysiadłem z samochodu.
-Co tam, stary? -chłopak wyszedł z domu przybijając ze mną piątkę.
-Jest okej, mam ze sobą moją dziewczynę. -wskazałem ruchem głowy na samochód.
-Oh, i?
-Muszę cię prosić o jedną,jedyną przysługę...-popatrzyłem mu w oczy,wiedząc że mam kontynuować -Musisz się nią zająć,opiekować się nią.
-Okej,men,nie kumam,a ty gdzie będziesz? -spytał przeskakując z nogi na nogę.
-Jadę do Jefferson'a.
-Stary...
-To już postanowione,mam z nim tylko porozmawiać,ale na wszelki wypadek wezmę ze sobą broń i Luke'a. Pamiętasz go jeszcze?
-Ta,ta kojarze. -westchnął. -Czyli co? Mam się nią opiekować?
-Dopóki nie wrócę,zgoda?
-Zgoda.
Podaliśmy sobie ręce. -Idę po nią. -oznajmiłem mu, na co ten skinął głową na zgodę.
Otworzyłem drzwi od strony dziewczyny, i lekko ją szturchnąłem,bo sam nie miałem pomysłu jak ją szybko,ale delikatnie obudzić.
-Co jest? -spytała przecierając oczy. -Jesteśmy już na miejscu?
-Tak. -wyciągnąłem ją ze środka i pokazałem na dom. -To w tym domu będziesz mieszkała.
-Czekaj,czekaj co? Ja będe mieszkała? A ty?
-Ja na chwilę wyjeżdżam,ale wrócę,obiecuję. -przytuliłem ją,gdy znowu zaczęła płakać. -To jest Justin, on będzie się tobą opiekował, dopóki ja nie wrócę. -pokazałem palcem na blondyna,który migiem do nas podszedł.
-Hej, jestem Justin, a ty to?
-Masz mnie tylko pilnować,nie musisz znać mojego imienia. -odparła ostro, kierując się prosto na dom.
-Moja dziewczyna. -westchnąłem śmiejąc się pod nosem.
-Okej? To będzie trudniejsze niż przypuszczałem. -zaśmiał się chłopak oglądając się za siebie, w kierunku blondynki.
-Żebyś tylko wiedział. -wywróciłem teatralnie oczami.
Chłopak posłał mi kolejny uśmiech klepiąc mnie lekko po plecach.
Z bagażnika wyjąłem walizkę Sophie i podałem ją Justinowi. -To wszystko co ma,więc w wolnym czasie,mogłbyś jej też coś dokupić. Jestem pewien,że nie brała wszystkich ciuchów. -odparłem, powoli zmierząjąc w stronę auta. -Jeszcze raz dziękuję, wiedziałem że można na tobie polegać.
Blondyn skinął głową, na co się lekko uśmiechnąłem. -Ale nie zmieniłeś się za bardzo. Nadal nie umiesz mówić 'proszę', albo 'przepraszam'. To nadal ten sam Bieber bez uczuć.
-Zamknij się stary. -warknął nadal się uśmiechając. -Oby cie zabili. -wyszczerzył się.
-Chciałbyś tego?
-Nie, nie wytrzymałbym tyle z twoją laską. -parknął na co i ja się uśmiechnąłem. -Wydaję sie być nieznośna.
-Nie jest taka,zobaczysz. -zapewniłem go wsiadając do samochodu. Odsunąłem jeszcze na chwilę szybę. -Licze na ciebie,Bieber.
Znów przytaknął tym dziwnym ruchem głowy i odjechałem. Nie chciałem się żegnać z Sophie, bo wiem że nienawidzi tego ponad wszystko inne,więc po prostu załóżmy,że wrócę żywy ze spotkania z najbardziej bezwzględnym zabójcą w Stanach, w co wątpie.

Justin
-Okej,porozglądałaś się już? -spytałem wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi.
-Wystarczająco,żeby wiedzieć że nie mieszkasz sam.
Podniosłem brwi z wrażenia,ale nie śmiałem pytać czemu tak myśli,tylko po prostu przytaknąłem.
-Mieszkam chwilowo z moją siostrą i jej chłopakiem,więc tak naprawdę wolałbym mieszkać sam. -parsknąłem, gdy przypomniałem sobie o Jazzy i o Brianie,jak co noc ich łóżko dudni o ścianę.
-Czemu mieszkają  z tobą? - spytała chodząc po salonie.
Odłożyłem jej bagaż w kąt i rozsiadłem się na jednym z foteli.
-Myślę,że dlatego bo Jazzy jest już prawie pełnoletnia,więc tak jakby robi co chce, a nie ma jeszcze swojego domu.
-A jej chłopak?
Cholera,co to jakieś przesłuchanie? Głos w mojej głowie wariował.
-Brian to dobry chłopak, polubiłem go,a ponieważ bardzo kocha moją siostrę, to mieszka z nią.
-I mieszkacie tutaj tak we trójkę?
-Tak, czasem dogląda nas moja mama. -mówiłem przez żeby,gdy jej pytania zaczęły mnie już bardzo denerwować. -Masz jeszcze jakieś pytania? Piszesz pamiętnik,czy co? -krzyknąłem.
Ta jakby zignorowała to co do niej powiedziałem uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. To było dziwne.
-Musisz się oduczyć krzyczeć tak bezpodstawnie. Wiem,że wkurza cię,że tu jestem,bo chętnie pomieszkałbyś w swoim pałacyku sam. -urwała pokazując na cały dom. - Ale dopóki mój chłopak nie wróci,będziesz musiał to jakoś wytrzymać.
Oniemiałem.
-Jestem Sophie. -wyciągnęła rękę w moją stronę, patrząc mi głęboko w oczy.
Uścisnąłem ją lekko -Justin.
-A więc Justin, mogłbyś pokazać mi miejsce gdzie będe spała? -spytała szybko ode mnie odchodząc. Poczułem dziwne spięcie wokół dziewczyny.
Jest strasznie zmienna,ale to nie zmienia faktu,że jest gorąca. Szybko odrzuciłem myśli na bok i zaprowadziłem ją na górę.
-Tam jest pokój Jazmyn i Briana, a na przeciwko ich jest mój. Twój jest tutaj. -otworzyłem drzwi. Do moich nozdrzy odrazu doleciał świeży zapach pościeli.
Wstawiłem jej bagaż do środka i chwile przyglądałem się jej reakcji. -I co? -Ciekawość tak mnie zżerała,że aż musiałem się zapytać.
-Jest bardzo ładny. -odparła uśmiechnięta.
-Zostawię cie samą,jak coś to krzycz. -posłałem jej ostatni uśmiech, po czym zamknąłem drzwi uwalniając swoje ciało od spięcia.
Nie mam pojęcia czemu byłem tak dziwnie spięty przy niej. Może dlatego,że była nowa w tym domu?
Justin,nie oszukuj się idioto. Ona ci się podoba. To  nie prawda. Oh,kogo ty oszukujesz? Przestań.
Czy jest jeszcze ktoś kto rozmawia sam ze sobą w myślach, tak jak ja? Jeśli tak,to bardzo mi ulżyło,bo czuje się z tym strasznie dziwnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz