Sophie
Wjechałam samochodem do garażu, po czym sprawnie z niego wysiadłam i udałam się do domu,nie zapominając przy tym o rzeczach,które ze sobą miałam. Podsumowując ten dzień jednym zdaniem : było nieźle. Może poza tym,że znowu dostałam jedynkę, i to znowu przez Vince'a.
Ja go naprawdę kocham,ale to że codziennie nie mogę sie przez niego skupić to zupełnie co innego. Tak więc, jestem martwa, bo to już piąta jedynka, a patrząc w kalendarz już niedaleko do wywiadówki, co daje mi spędzanie miesiąca (o ile nie więcej) na gapieniu się w cztery ściany mojego pokoju.
Chwyciłam za klamkę i otworzyłam sprawnie drzwi wchodząc do środka. Zdjęłam z siebie buty oraz marynarkę i szybkim krokiem podążyłam ku jakimś odgłosom z kuchni.
-Hej. - rzuciłam wchodząc.
-Cześć. - przywitała mnie mama. -Mogłabyś pomóc bratu roznosić jedzenie na stół? Za parę minut powinien być tutaj tata.
Kiwnęłam głową twierdząco i chwyciłam dwa półmiski w dłonie. Rozłożyłam je na stole, tym samym widząc że ktoś mi się przygląda.
-Hejka. -uśmiechnął się do mnie,co u mojego brata było rzadkie.
Doceniłam ten gest i również lekko się uśmiechnęłam.
-Hej. -odpowiedziałam.
-Od kiedy pomagasz mamie przy obiedzie? -spytał puszczając mi irytujący uśmieszek.
Ugh, mój starszy brat powrócił.
-Dokładnie od wtedy, gdy ty zacząłeś. -dogryzłam złośliwie.
-Nathan,Sophie....to koniec waszego wyjątkowego pomagania mi? -głos naszej rodzicielki rozległ się po domu.
-Nie,mamo. Skądże. -mruknęłam, wracając do kuchni.
Gdy wszystko było już gotowe,a tata był w domu zasiedliśmy do stołu.
-A więc...Nathan,jak było w szkole? -zaczął temat tata,patrząc na niego znacząco.
-Było dobrze,tato. Trochę nudno,ale to przecież szkoła. -zaśmiał się nerwowo.
Już wiedziałam,że coś było nie tak. Nagłe pomaganie mamie,dosyć miłe zachowanie wobec mnie,odebranie Josh'a ze szkoły,co mama również chwaliła...sprytnie braciszku.
Zaśmiałam się lekko i nałożyłam na swój talerz trochę mojej ulubionej sałatki
-A jak u ciebie Sophie?
Mina mi zrzedła. -Uhm,było...nieźle. -odparłam nadal patrząc w talerz.
-Josh?
-Było zajebiście. -wyszczerzył się. Wszyscy otworzyliśmy szeroko oczy.
-Josh,skąd znasz to słowo? -mama popatrzyła oniemiała na mojego młodszego brata. Też byłam w niezłym szoku,że siedmioletnie dziecko zna takie słowo,przy wychowaniu naszych rodziców. Ja sama nauczyłam się przeklinać dopiero w siódmej klasie,a i tak nie robiłam tego często.
-Dzisiaj,jak Nathan podwoził mnie do szkoły to mówił tak przez telefon. -blondyn uniósł ręce ku górze.
Parsknęłam śmiechem zasłaniając się ręką.
-Sophie, to nie jest śmieszne. -skarciła mnie mama, przez co szybko się uspokoiłam. -Wydaję mi się,że obiad już skończyłaś...idź do swojego pokoju, my mamy tutaj do pogadania.
-Sophie, to nie jest śmieszne. -skarciła mnie mama, przez co szybko się uspokoiłam. -Wydaję mi się,że obiad już skończyłaś...idź do swojego pokoju, my mamy tutaj do pogadania.
Odsuwając się od stołu, wstałam i tak jak mi kazano poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na swoim łóżku rozprostowując wszystkie obolałe kości. Z mojej szkolnej torby wyjęłam telefon i zobaczyłam,że lampka z boku mojego telefonu miga. To znaczyło,że ktoś do mnie dzwonił. Odblokowałam go i spojrzałam na ostatnie połączenia. Vince. Wybrałam jego numer z uśmiechem, po czym przyłożyłam sprzęt do ucha.
Jeden sygnał,drugi,trzeci,czwa..
-Halo?
-Vince...dzwoniłeś. -uśmiechnęłam się znowu.
-Sophie,jest mały problem.- po jego głosie mogłam rozpoznać,że był przerażony. -On dotycy naszej dwójki.
-Co się stało?-spytałam podnosząc się z łóżka.
-Nie jesteśmy bezpieczni. -odparł, głośno przełykając ślinę.
-Co się do cholery stało,Vince?! Nie mam całego dnia! -wrzasnęłam.
-Oni......oni nas znaleźli,nie jesteśmy tu bezpieczni,nasze rodziny,nikt nie jest już bezpieczny.
Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję,że to i cały blog się wam spodoba:)
Proszę o jakiekolwiek komentarze,uwagi,dobre rzeczy,wszystko co wam leży na sercu.
Dzięki i do usłyszenia.
Jeden sygnał,drugi,trzeci,czwa..
-Halo?
-Vince...dzwoniłeś. -uśmiechnęłam się znowu.
-Sophie,jest mały problem.- po jego głosie mogłam rozpoznać,że był przerażony. -On dotycy naszej dwójki.
-Co się stało?-spytałam podnosząc się z łóżka.
-Nie jesteśmy bezpieczni. -odparł, głośno przełykając ślinę.
-Co się do cholery stało,Vince?! Nie mam całego dnia! -wrzasnęłam.
-Oni......oni nas znaleźli,nie jesteśmy tu bezpieczni,nasze rodziny,nikt nie jest już bezpieczny.
Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję,że to i cały blog się wam spodoba:)
Proszę o jakiekolwiek komentarze,uwagi,dobre rzeczy,wszystko co wam leży na sercu.
Dzięki i do usłyszenia.
omgomgomg jaki szablon *.* zakochałam sie i w opowiadaniu i w wygladzie.
OdpowiedzUsuńczekam na nastepny rozdzial