sobota, 4 stycznia 2014

2. Fear

Sophie
Milczałam mocniej ściskając słuchawkę od telefonu.
-Obiecałeś,że ja i moja rodzina.....że będziemy bezpieczni. -załkałam. 
-Soph,ja przepraszam,muszę cie stamtąd zabrać, inaczej dopadną twoich rodziców, proszę cie......spakuj się. 
Pociągnęłam nosem i nie rozłączając połączenia wyciągnęłam walizkę spod łóżka i zaczęłam do niej wrzucać wszystko co będzie mi potrzebne. 
-Kochanie. -zaczął. -Naprawdę cie przepraszam. 
-Vince..gdyby nie ty i te twoje pieprzone interesy, nadal wszystko byłoby tak jak jest. -szepnęłam ocierając policzki. 
-Skarbie,kochasz mnie jeszcze?
-Vince...-westchnęłam. -Jasne,że tak,ale ja po prostu...
-Boisz się,wiem. 
Zamknęłam bagaż i postawiłam go na kółka.
-Okej Vince,jestem spakowana. -odparłam. -Co mam zrobić?
-Spróbuj jakoś stamtąd wyjść, ja czekam pod twoim domem,pospiesz się. -powiedział to takim tonem,jakbym mówiła po innym języku, a potem się rozłączył.
Ocierając całe mokre policzki zeszłam na dół. Zastanawiałam się jak powiem mojej mamie,że wychodzę. Szczególnie dlatego,że moja mama nie była jak inne mamy, ona była ich przeciwieństwem, a ostatnie na co by mi pozwoliła wieczorem, to wyjście z chłopakiem.
Stanęłam tuż obok schodów, rozglądając się na wszystkie strony. Cisza panowała nad całym moim domem. Nie było słychać nic. Weszłam do kuchni i zobaczyłam coś czego nigdy nie miałam zamiaru zobaczyć. Moją mamę,leżącą w kuchni,z czerwoną plamą na klatce piersiowej.
-Jezu Chryste. -szepnęłam prawie upadając na kafelki.
Zabili część mnie,moją mamę,rodzicielkę,kogoś kto mnie urodził. Nie docierało to do mnie.
Podeszłam do ciała i mocno je przytuliłam płacząc w jej gęste włosy.
-Nigdy nie chciałam,żeby to cię spotkało. -szepnęłam,odwracając się od niej i puszczając jej nieruchome ciało. -Przepraszam,mamo.
Wybiegłam z domu, bo myślę że nie przeżyłabym,gdybym zobaczyła jeszcze kogoś martwego z mojej rodziny. Vince stał przy samochodzie obkręcając kluczyk wokół palca. Spojrzał na mnie i rozchylił szeroko ramiona, w które odrazu wpadłam.
Zaczęłam jeszcze mocniej płakać, zatapiając się w jego zapachu.
-Musimy stąd iść,mogą nadal tam być. -szepnął odrywając się ode mnie i pakując moją walizkę do bagażnika.
Weszłam do samochodu i zapięłam pasy. Vince zrobił to samo i wyjechał na główną ulicę. 
-Tak strasznie cię przepraszam,Soph. To wszystko moja wina. -zaczął wiercąc się na siedzeniu. 
-Siedź cicho,okej? Zabili moją mame,nie mam pojęcia co z resztą rodziny,wyjeżdżam nie wiem dokąd, a ciebie stać na jakieś pierdolone 'przepraszam'?! Jezu Chryste, Vince. Moje życie od teraz będzie jedynym uciekaniem,a to wszystko przez to,że zachciało ci się ćpać! -nie mogłam powstrzymać tego słowotoku. Moje oczy zamgliły się a z oczu znów wypłynęły łzy. 
Zapadła cisza. Słychać było tylko ciągłą pracę silnika jego samochodu połączony z naszymi niespokojnymi oddechami. -Gdzie jedziemy? -spytałam widząc,że wyjeżdżamy poza miasto. 
-Daleko stąd. -rzucił,nawet na mnie nie patrząc. 
-Vince,przepraszam cię,że tak na ciebie naskoczyłam,ale po prostu nadal do mnie nie dociera,że zabili moją matkę. 
-Spokojnie,wszystko jest wporządku. 
-Vince -szepnęłam. 
-Hm? 
-Czemu nie zabili mnie,tylko moją mamę? Przecież to o mnie im chodziło. 
-Tu nie chodziło o to,żeby kogoś zabić...-odparł wzdychając. -Oni zostawili mi tylko wiadomość,że ty i nikt kogo znam nie będzie teraz bezpieczny,to o to im chodziło,nie o to,żeby odrazu cię zabić i mieć problem z głowy,rozumiesz? 
-Chyba tak. -westchnęłam pocierając dłońmi twarz. -Gdzie dokładnie jedziemy? 
-Do Stratford. 



Hejka,hejka. Oto rozdział 2!! Mam nadzieję,że się podoba. 

Do usłyszenia wkrótce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz